|
Punkt widokowy na lasy kosobudzkie
W okolicy pomnika ścieżka zbiega się ze szlakiem czerwono-biało-czerwony m (partyzanckim). Po przejściu około 50 m w kierunku wsi Kosobudy wychodzimy na skraj lasu, skąd roztacza się rozległy widok na okolicę. W dole położona jest, niewidoczna stąd wieś Kosobudy, otoczona polami, a na widocznych w dali skłonach wzniesień rozciąga się kompleks lasów kosobudzkich. Lasy te wchodziły w skład dawnej ordynacji zamojskiej i zostały objęte przez właścicieli specjalną troską. Prowadzono tutaj bardzo umiarkowaną eksploatację zrębową, zabroniono wypasu bydła, obowiązywały także wysokie opłaty za zbiór grzybów, jagód, grabienie ściółki itp. W latach międzywojennych utworzono na terenie lasów ordynacji jeden rezerwat przyrody, jak również wyłączono z gospodarki leśnej niektóre uroczyska. Zamysły utworzenia parku narodowego, obejmującego najpiękniejsze partie lasów Roztocza Środkowego zniweczyła II wojna światowa.
Punkt widokowy jest doskonałym miejscem do przeprowadzenia obserwacji ornitologicznych. Nad lasami i polami krąży zwykle wiele dużych ptaków, przeważnie z grupy drapieżników. Jeżeli dysponujemy lornetką, możemy pokusić się o rozpoznanie ich sylwetek. Najczęściej będzie to kruk, myszołów, trzmielojad, kobuz, jastrząb lub krogulec, ale czasem pojawiają się i rzadsze gatunki, jak np. orliki (grubodzioby i krzykliwy), krótkoszpon czy bocian czarny. W widocznych niedaleko stąd zadrzewie-niach i zakrzewieniach śródpolnych żyje kilka charakterystycznych dla tych środowisk ptaków: dzierzba gąsiorek, pokrzewka cierniówka, makolągwa, wrona siwa oraz znany nam już ze skrajów lasu trznadel i jego bliski krewniak - ortolan.
W tym miejscu proponujemy wybór jednego z dwóch wariantów trasy. Mniej wytrwali lub zmęczeni mogą zejść drogą polną, wiodącą szlakiem partyzanckim, do wsi Kosobudy (około 1,5 km). Droga wychodzi w pobliżu przystanku PKS. Zwiedzający, którzy chcą kontynuować spacer do Wojdy, cofają się w okolicę pomnika i stąd kierują się na południe. Dalej idziemy szlakiem czerwono-biało-czerwonym. Mijając niewielką łączkę, widzimy po prawej stronie w grupie kasztanowców kapliczkę. Według relacji Mieczysława Artymiaka, emerytowanego strażnika leśnego z obwodu ochronnego Horodzis-ko w RPN, który zna tę historię z opowiadań swego dziadka, w miejscu tym na początku wieku stała gajówka „Kalwaria", zamieszkiwana przez gajowego Czubka z rodziną. Kiedy około 1914 roku epidemia tyfusu zabrała czwórkę jego dzieci, gajowy postawił kapliczkę na pamiątkę tego tragicznego wydarzenia. Sama gajówka spłonęła tuż po II wojnie światowej.
O stan kapliczki dbali przez wiele lat bracia Jedna-czowie, a leśniczy Ludwik Jednacz przed swoim odejściem na emeryturę w latach siedemdziesiątych postawił ją niemal na nowo.
Inną pozostałością po gajówce „Kalwaria" jest znajdująca się w lesie, w niewielkiej odległości od kapliczki „sucha" studnia. Prace nad nią prowadzono około 1920 roku. Po wydrążeniu studni na głębokość prawie 60 m dokopano się do pustki otworu w skale i wówczas zaprzestano dalszych robót. Do dziś studnia stoi nie zasypana.
Powracamy na szlak i podążamy dalej szeroką drogą gruntową w kierunku wsi Wojda. Droga wiedzie przez malowniczy płat buczyny karpackiej. Po przejściu około 200 m po prawej stronie mijamy młodnik modrzewiowy, a następnie dębowy, które posadzone zostały na dawnym zrębie zupełnym. Młodniki oddzielone są od drogi wąskim pasem sosny na siedlisku gradowym. Dalej idziemy przez buczynę. Droga schodzi nieco w dół, a po około 130 m przecina linię oddziałową. Szlak skręca teraz w lewo i prowadzi przez zbiorowisko zastępcze z sosną na siedlisku buczyny. Runo jest tu wyraźnie zubożałe w porównaniu z dobrze wykształconymi płatami buczyny. Tworzą je głównie: zawilec gajowy, gajowiec żółty, kopytnik pospolity, marzanka wonna i podagrycznik pospolity. Drzewostan tego zbiorowiska buduje sosna z domieszką świerka. Słabe zwarcie tej warstwy sprzyja bujnemu rozwojowi krzewów. Rozwój buka i grabu oraz skupień jodły świadczy o daleko posuniętej regeneracji drzewostanu właściwego buczynie. Proces ten może przyśpieszyć prawidłowa gospodarka leśna, sprzyjająca przekształceniu zbiorowiska w las jodłowo-bukowy. Fauna tego fragmentu lasu jest podobna jak w analogicznym zbiorowisku na początku trasy (por. przystanek 2). Po przebyciu kolejnego, dwustumet-rowego odcinka ścieżki dochodzimy do rzędu brzóz, za którymi po prawej stronie drogi obserwujemy prześwietlony płat roślinności ze znacznym udziałem gatunków borowych. Tło nadaje temu zbiorowisku okazała paproć orlica pospolita oraz znany już, żółto kwitnący pszeniec zwyczajny. Występują tu również: szczawik zajęczy, szczaw polny i mietlica pospolita, w warstwie mszystej dominuje natomiast rokiet pospolity.
Przechodzimy jeszcze około 50 m i przy grupie jesionów droga skręca na lewo, w kierunku wsi Wojda. Po prawej stronie w młodniku jesionowe-dębowy m sto-i stary dąb szypułkowy - pomnik przyrody o obwodzie około 6,5 m i wysokości 22 m. Niestety, stan zdrowotny tego drzewa jest bardzo zły, a większość konarów obumarła. W odległości 50 m w lewo rośnie drugi, zdrowy okaz, który w niedalekiej przyszłości stanie się drzewem pomnikowym. Brzegiem lasu, nie opodal zabudowań wsi, kierujemy się w stronę pomnika. Za pomnikiem szlak czerwono-biało-czerwony wiedzie do wsi Bli-żów (około 2 km) i dalej w kierunku południowo-wschodnim do Krasnobrodu.
Pomnik, przed którym stoimy, upamiętnia pierwszą na Zamojszczyźnie otwartą bitwę Batalionów Chłopskich z okupantem, która miała miejsce 30 grudnia 1942 roku. W małej, zagubionej wśród lasów wsi Wojda nastąpiła koncentracja l Kompanii Kadrowej BCh pod dowództwem oficera dywersji Komendy Głównej BCh por. J. Mara-Meyera, ps. „Vis" lub „Filip". Przemarsz plutonów wchodzących w skład l Kompanii Kadrowej na miejsce zbiórki w Wojdzie był niemalże oficjalny, co miało spełnić określony cel propagandowy - pokazanie ludności polskiej, ze istnieją wśród chłopstwa siły zbrojne zdolne bronić jej przed dalszymi wysiedleniami. Kompania, w sile około 100 osób, składała się z wyszkolonych i doświadczonych żołnierzy, przeważnie ludzi młodych i samotnych. Ich uzbrojenie stanowiły: 1 ckm, 5 rkm, 85 mauzerów, kilka pistoletów maszynowych, granaty. W większości była to broń podniesiona z wrześniowych pobojowisk i ukrywana przed akcją w podziemnych schronach. Pod rozkazy por. „Visa" oddał się również stacjonujący w okolicy oddział partyzancki kpt. W. Wołodina, złożony z byłych jeńców radzieckich.
W nocy z 29 na 30 grudnia nadeszła wiadomość, że Niemcy wiedzą o pobycie partyzantów w lasach koło Wojdy i szykują się do ataku. Zostało zarządzone pogotowie bojowe i uzupełniające szkolenie na pozycjach obronnych. Poważne obawy budziła nie przestrzelana broń, a zwłaszcza stan amunicji. Na odprawie dowódców plutonów por. „Vis" wydał rozkaz do obrony okrężnej i rozbicia natarcia niemieckiego. Pozycję wokół Wojdy przekazał pod rozkazy swojemu zastępcy, plutonowemu J. Danielewiczowi, ps. „Kłoda", a sam z grupą kpt. Wołodina udał się na przedpole od strony Kosobud.
Przed świtem 30 grudnia specjalny batalion żandarmerii niemieckiej, wzmocniony przez uzbrojonych kolonistów z sąsiednich wiosek i oddziały policji, został dowieziony samochodem na pozycje wyjściowe do akcji. Jedna kolumna, około 200 Niemców, rozpoczęła swoje natarcie z Kosobud przez pola w kierunku skraju lasu, za którym znajdowała się Wojda. Druga, liczniejsza grupa, posuwała się dwoma kolumnami od strony Szewni Dolnej i Adamowa. Pierwsze starcie partyzantów z żandarmami nastąpiło na podejściu od strony Kosobud we wczesnych godzinach porannych. Walka dobrze uzbrojonych i doświadczonych żołnierzy grupy Wołodina obfitowała w dramatyczne sytuacje. Partyzanci utrzymali jednak swoje pozycje cały dzień i zmusili Niemców do odstąpienia od planu okrążenia Wojdy. W czasie walk zginał jeden z żołnierzy Wołodina, student z Moskwy - P. Dawidenko.
Około godziny 9 rozpoczął się również atak Niemców od strony Szewni Dolnej, Adamowa i Bliżowa. Ich kolumny po dojściu do granicy pól uprawnych przed Wojdą rozwinęły się do natarcia. Szczególnie trudna sytuacja powstała na odcinku obrony od strony Szewni Dolnej. Ograniczona widoczność w gęstym lesie zmniejszała skuteczność ognia partyzantów. Trzeba było często zmieniać stanowiska. Kilku partyzantów urządziło sobie pozycje strzeleckie na wysokich drzewach. Natomiast część Niemców nacierających od strony Adamowa i Bliżowa została zatrzymana stosunkowo szybko. Partyzancki ogień z broni maszynowej, a zwłaszcza serie z ckm P. Radlińskiego, ps. „Zembowicz", zmusiły żandarmów na tym kierunku do zachowania przyzwoitego dystansu od bronionych pozycji. Walka trwała cały dzień. Niemieckie natarcie załamało się. Partyzanci nie dali się rozbić i zmusili ekspedycję niemiecką do wycofania się z walki, zadając jej poważne straty w zabitych i rannych. Z naszej strony zginęli: J. Jachymek, P. Chwalibo-da, Jan i Józef Kościkowie, J. Czechyra, J. Morgoł, J. Lewicki i J. Roczoń. Kilkunastu partyzantów odniosło rany. W nocy oddziały broniące swojej bazy w Wojdzie wycofały się - część doliną Wieprza w lasy józefowskie, a część przez pola Kosobud w kierunku Zamościa. W dniu 31 grudnia Niemcy spalili wszystkie opuszczone przez mieszkańców zabudowania Wojdy, a jednocześnie rozstrzelali wziętych poprzedniego dnia zakładników z Szewni i Kosobud.
Dla upamiętnienia tych ofiar, w pobliżu zabudowań wsi Szewnia Dolna postawiony został w 1989 r. drewniany krzyż. Stoi on przy drodze biegnącej brzegiem lasu, w odległości około 200 m od pomnika, który opisany został na początku naszego przewodnika.
Bitwa pod Wojdą odegrała szczególną rolę w okupacyjnych losach Zamoj-szczyzny. Wykazała bowiem możliwość i skuteczność podejmowanej walki z wrogiem i mobilizowała do dalszego zbrojnego oporu. Datę 30 grudnia 1942 roku przyjmuje się za początek Powstania Zamojskiego. Wieś Wojda za walkę w obronie ludności polskiej i pomoc partyzantom została odznaczona Orderem Krzyża Grunwaldu III klasy.
|